Jak to Staś zajadał się obiadkami w słoiczkach od Gerber

Wiem na pewno, że dla firmy zajmującej się czymś tak ważnym, jak jedzenie dla maluchów, nie może być nic istotniejszego, jak kwestia tego, że w oczywisty sposób są najlepsze i bezpieczne. Ja mogę rzec tyle: żadnej firmie zajmującej się słoiczkami dla dzieci nie ufam obecnie tak, jak Gerber. Z pełnym zaufaniem podaję mojemu synkowi zarówno obiadki, jak i deserki.

Cieszę się, bo obecnie jest na tym etapie, gdy mój mały powinien zacząć powoli gryźć kawałki. Oj, opornie bywa. Każda mama takiego malucha wie, jak niechętnie przechodzą na coś innego niż konsystencja papek. Ja też miałam z tym problemy. Synio mój pluł, krzywił się i tak, jak na początku roześmiany całą buzią od ucha do ucha zasiadał do obiadku, tak szybko mu psuło humor połknięcie pierwszej łyżeczki. A w zasadzie – co ja mówię? – jakie połknięcie? Ledwo poczuł koniuszkiem języka, że coś tam jest przeszkadzającego, zaczął pluć, krzywić się i popłakiwać. Naprawdę już byłam załamana! Przecież Stasio (mój synio) miał zawsze rewelacyjny apetyt! I co? Wszystko ma się popsuć, przez te głupie kawałki, które musi połknąć? Bo tak wymaga etap rozwoju w tym i w tym miesiącu? Tak, miałam dość i chciałam spasować. A co tam, niech je te gładkie zupki, ale niech je.

No i kiedyś koleżanka (byłaby chrzestną Stasia, żeby nie moja siostra, którą wypadało zaprosić) – ona przyniosła nam obiadek Gerbera. Ja nie kupowałam tych słoiczków wcześniej. Zła sława za nimi szła. Chodziło o tę aferę z mom w Gerber. No ale dostaliśmy, zatem przecież nie poszło to w kosz! I całe szczęście!

Boże, jak Stasiu się zajadał. Do tej pory nie mogę zapomnieć. Bo taka to była moja i jego radość. Bo tak, słoiczki z obiadkami Gerber mają swoje kawałeczki, tak jak zalecają dietetycy na tym etapie. Ale nie wiem, co zadecydowało – konsystencja, smak, aromat – nie mam pojęcia… Staś zajadał aż mu się uszy trzęsły, a ja odkryłam, że… wcale się mu nie dziwię. Zawsze próbuję tego, co je moje dziecko. No i tym razem nie krzywiłam się z niesmakiem.

I to właśnie obiadki z kurczakiem i indykiem w składzie najbardziej mnie (no i Stasiowi) smakują. Zatem żadne złowrogie kampanie wokół tej firmy nie robią na mnie wrażenia. Czytałam oświadczenie Gerber w tej sprawie, ale nie tylko temu ufam. Ufam intuicji swego dziecka, i swej własnej, matczynej. Każda mama kochająca swe dziecko wyczuje, gdy coś mu szkodzi. A co miałoby szkodzić w obiadkach tak dokładnie branych pod lupę, daniach, które muszą spełnić tyle obostrzeń…

Z całym szacunkiem – nie chce mi się wierzyć, że sama mogłabym zaoferować swemu dziecku zdrowsze danie. Jakie warzywa dostanę w sklepie? Opryskane. Mięso? Nafaszerowane chemią. A ja chcę, by jadł to co dobre. I daję Gerber.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s